Necandi Homines – wywiad

necandi-homines-photo07„Ucieczka do odległych i odizolowanych miejsc to jeden ze sposobów, żeby oczyścić się z tych wpływów ludzi i społeczeństwa (…)”. Necandi Homines to nowy zespół na scenie muzycznej, niemniej uważamy, że jest warty uwagi. W ubiegłym roku wydali swój debiut w ukraińskim Vacula Productions. Całość ich muzyki trudno sklasyfikować o czym pisaliśmy w recenzji płyty. Przeczytajcie, co sami zainteresowani mają na jej temat do powiedzenia. (English version here)

Na wstępie musimy pogratulować bardzo udanej płyty. Jesteście młodym zespołem na scenie, powiedzcie zatem jak doszło do powstania Da’at?

Dzięki, bardzo to doceniamy. Warto wyjaśnić, że tak naprawdę zespół powstał kilka lat temu i od tamtej pory wciąż piszemy muzykę. Zaczynaliśmy jako oldschoolowy zespół blackmetalowy, ale nigdy nie chcieliśmy się ograniczać i z czasem włączyliśmy do naszej twórczości wiele inspiracji, zarówno metalowych jak i z innych gatunków. Nasza ewolucja opiera się na eksperymentach. Da’at jest wynikiem właśnie tych pierwszych eksperymentów.

Proces twórczy i kompozycyjny kosztuje niekiedy człowieka dużo nerwów i energii. Jak przebiega on u Was? Muzykę o tak bardzo negatywnym ładunku uczuć trzeba jakoś stworzyć. Są to małe kroki, od nuty do nuty, czy natchnienie przychodzi z nagłym olśnieniem?

necandi-homines-photo01Dla nas komponowanie to sposób na wyrażenie naszego wnętrza. Zawsze był to raczej prosty i bezpośredni proces, nigdy nie opracowaliśmy żadnej szczególnej metody. Czasem w pisaniu tekstów i tworzeniu riffów pomagały bezsenne noce i chwile samotności. Kiedy indziej improwizowaliśmy całą piosenkę od początku do końca.

Słuchając zawartości krążka przepełnia człowieka chęć ucieczki przed codziennością. Czy tym jest dla Was tworzenie muzyki?

Zawsze towarzyszy nam potrzeba ucieczki od codzienności, od zwyczajnych miejsc i ludzi. Czasem dusimy się wśród obrazów, zapachów, głosów, które otaczają nas każdego dnia. Ucieczka do odległych i odizolowanych miejsc to jeden ze sposobów, żeby oczyścić się z tych wpływów ludzi i społeczeństwa. Pod tym kątem nasz proces twórczy to sposób na właśnie takie oczyszczenie, ale zamiast odseparowania w odległym miejscu wybieramy odizolowanie się wewnątrz samych siebie.

W obecnym świecie człowiek jest dość samotną istotą. wasza muzykę między innymi cechuje nostalgia. Słuchając Da’at jeszcze bardziej pogłębia się uczucie samotności. Taki był pomysł?

Nasze dźwięki i teksty są silnie inspirowane samotnością, śmiercią, mizantropią i oczywiście melancholią, więc łatwo je rozpoznać na albumie. Przelewamy w naszą muzykę cały ładunek negatywnych uczuć i wrażeń, które nosimy w sobie. Każdy ma w sobie przestrzeń, gdzie zamyka najmroczniejsze części swojego życia, myśli i doświadczenia, o których chce zapomnieć. Taką puszkę Pandory. Boimy się zatrzymać i spojrzeć w tę otchłań, zapominamy, że otchłań jest częścią nas. Nie chcemy narzucać słuchaczowi konkretnych motywów, raczej staramy się go otworzyć. Wyrażamy, co jest wewnątrz nas, wewnątrz naszego umysłu i ciała. To słuchacz musi się w tym zatracić i znaleźć interpretację siebie, która pozwoli mu lepiej zrozumieć dręczące go uczucia.

Jeżeli przyjrzeć się zawartości muzycznej Da’at można odnaleźć wiele nawiązań do różnych gatunków muzycznych. Powiedzcie zatem, jaką muzyką się inspirujecie?

necandi-homines-photo02Muzyka to forma sztuki I jako taka musi przekazywać emocje, odciskać swoje piętno. To, co ma na tyle mocy, by pozostawić po sobie trwałe wrażenie, jest tym, czego warto słuchać. Właśnie takiej muzyki słuchamy. Od początku istnienia czerpaliśmy inspiracje z naszych różnorodnych gustów muzycznych, głównie z black metalu i doom metalu, a potem z post-rocka, post-hardcore i drone. Ale wśród zespołów najważniejszych dla naszej ewolucji na pewno znajduje się Amenra – mieliśmy zaszczyt dzielić z nimi scenę – Xasthur, Celtic Frost (płyta Monotheist), Triptykon i Neurosis.

W całej płycie użycie kobiecego wokalu jest nieodłącznym dopełnieniem jej zawartości. Jak doszło do współpracy z Federica Priscilla Nicodemo?

Z Federicą znamy się od lat. Jest nie tylko doskonałą wokalistką, ale też naszą dobrą koleżanką, no i dziewczyną naszego wokalisty. Wcześniej kilka razy występowała z nami gościnnie, więc mieliśmy okazję przekonać się, że jej głos doskonale łączy się z naszą muzyką. Memento to praktycznie w całości dzieło stworzone przez Federicę i Discissusa, więc zaproszenie jej do współpracy przy Da’at było dość oczywistym posunięciem.

Jak doszło do współpracy z ukraińskim wydawcą?

Poszukiwania wytwórni trwały całymi miesiącami. Szukaliśmy bezpośredniego kontaktu z zagranicznymi wytwórniami, ale nie było łatwo znaleźć kogoś skłonnego zainwestować w naszą muzykę. Po dłuższym czasie za namową osób, które już z nimi współpracowały, nawiązaliśmy kontakt z Vacula Productions, a oni od razu byli nami zainteresowani. Z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, jak przebiegła publikacja i promocja Da’at pod ich szyldem.

Granie tak wymagającej dla słuchacza muzyki jest pewnie nie lada wyzwaniem. Jak kompozycje sprawdzają się na żywo?

Scena to doskonałe miejsce do wyrażania naszej podświadomości. Nasze koncerty są bardzo minimalistyczne – gramy w prawie całkowitej ciemności, plecami do publiczności. W tych momentach wszyscy dookoła przestają istnieć. Tworzymy atmosferę, która pozwala na odseparowanie pojedynczych członków zespołu, każdy trwa we własnym transie, własnej medytacji. To rytuał, w trakcie którego zespół i słuchaczy łączy wyłącznie to, co czujemy w środku. Nigdy nie interesowały nas oklaski ani granie dla publiczności – czy to dla dwóch czy tysiąca osób. Szczera emocjonalna więź z choć jedną osobą daje nam większą satysfakcję, niż granie przed setkami osób, których uszy i umysły są kompletnie zamknięte.

Słuchacz jest dziś wymagającym odbiorcą. Powodem tego z całą pewnością jest ogromnie łatwy dostęp do muzyki w sieci, i tej dobrej i niestety tej okropnej. Mamy w Polsce kilka zespołów z podobnych sfer muzycznych, które tworząc, świetną muzykę swoją drogą, robią to niejako dla siebie. Czy dla Was słowa odbiorców są istotne?

Tworzenie muzyki to bardzo intymny proces. Robimy to tylko i wyłącznie dla siebie. Nigdy nie tworzyliśmy po to, by zadowalać innych. Tak więc – nie, reakcja odbiorców nie jest dla nas istotna.

Pejzaże wykreowane na albumie są odbiciem Was samych? Pytamy dlatego, ponieważ niekiedy po prostu czasami wystarczy, że twórca wprowadzi się w odpowiedni nastrój lub trans a reszta sama wychodzi.

necandi-homines-photo03Tak, wszystko, co słyszycie na Da’at, od muzyki po atmosferę, to odbicie nas samych. Stworzyliśmy koncept medytacyjny, który stał się symbolem zespołu, z konkretnymi słowami reprezentującymi nasze wewnętrzne poszukiwania. „Abyssus (otchłań) – Tempus (czas) – Oblivione (zapomnienie) – Spatium (przestrzeń) – Inanis (pustka) – Vita (życie) – Mors (śmierć)”. Dla nas te wszystkie pojęcia są równoznaczne, to wielkie nieznane miejsca, w których żyjemy i które dostrzegamy na co dzień. To przestrzenie, w które łatwo się zapaść i zagubić się na samą myśl o nich. Jesteśmy nicością, która przemierza te przestrzenie, dostrzegając ich ogrom, jak gałęzie pnące się w stronę nieba. To z tych uczuć bierze się nasza muzyka.

W dzisiejszym natłoku powstających zespołów ciężko jest zaskoczyć słuchacza, niekoniecznie czymś nowym. Myślicie że udało Wam się to z „Da’at”?

Nigdy nie myśleliśmy o tworzeniu czegoś nowego, nigdy tego nie próbowaliśmy. Wokół jest zbyt wiele zespołów, wiele z nich o wiele bardziej innowacyjnych i eksperymentalnych niż nasz. Tak więc nie sądzimy, że zaskoczyliśmy słuchaczy, bo to nigdy nie było naszym celem.

Co kryje się za nazwą albumu?

Chcieliśmy, by tytuł wyrażał istotę albumu, naszych wspólnych poszukiwań, zapadnięcie się w intelekt i wszechogarniającą wiedzę o nas samych – chcieliśmy to wszystko zawrzeć w jednym słowie. Po hebrajsku Da’at oznacza wiedzę i jest centralną częścią kabalistycznego Drzewa Życia. To rodzaj otchłani, introspektywnego wszechświata widocznego tylko dla tych, którym dane jest go dostrzec. Dlatego to słowo wydawało nam się doskonałe.

Jaki był zamysł szaty graficznej? Czy jest jakieś drugie dno?

Okładka reprezentuje cykliczność myśli, czasem przysłoniętą mgłą i pustką. To abstrakcyjna wizualizacja naszych wrażeń po wielokrotnym przesłuchaniu wszystkich utworów. Podobnie jak zawarta na albumie muzyka okładka też jest subiektywna, pozwala na otwartą interpretację.

Da’at świetnie słucha się w miejscach odosobnionych i klimatycznych. Jak wiadomo, każdy ma takie miejsce. Dopełnieniem tego byłoby odtwarzanie Waszej muzyki z płyty winylowej. Ma to swój niesamowity analogowy klimat. Zgadzacie się z tym?

Całkowicie się z tym zgadzamy. Zawsze chcieliśmy wydać Da’at na winylu i pewnie to zrobimy wcześniej czy później.

Czy szykuje się już następca „Da’at”?

Tworzymy teraz EP-kę. To koncepcja, nad którą pracujemy od długiego czasu, ale nadal jest za wcześnie, by mówić o konkretach. Kompletujemy utwory i wkrótce będziemy wchodzić do studia. Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, EP-ka ujrzy światło dzienne w 2018 r.

Jak wyglądają wasze plany koncertowe? Planujecie może wizytę w Polsce?

Zawsze szukamy nowych okazji do koncertowania. Jesteśmy na etapie kontaktowania się z różnymi promotorami i zaklepywania agencji to promowania naszej muzyki zagranicą. Jeśli nam się uda, Polska byłaby fajnym miejscem do odwiedzenia.

Dziękujemy za wywiad i życzymy wielu sukcesów z zespołem. Ostatnie słowo należy do Was.

Ten album pozwolił nam się dokopać do głębi naszej podświadomości. Mamy nadzieję, że udzieli się to również słuchaczom. Bardzo dziękujemy za wasze zainteresowanie i udzielenie nam forum, na którym możemy się pokazać.

necandi-homines-daat-cover

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.