PIGSKINNER „The Slaughterhouse Sessions”

pigPIGSKINNER – „The Slaughterhouse Sessions”
Coyote Records 2016

Grecki buldożer nadjeżdża po raz kolejny i ponownie brutalnie patroszy, miażdży i obdziera ze skóry. Drugi album tego lubującego się w świńskich podrobach projektu to 17 wałków bezlitosnej rzezi, która konkretnie przetacza się po słuchaczu pozostawiając po sobie jedynie zwłoki porozrywane na ciepłe, gotowe do spożycia mięsne kąski. Miażdżąca, momentami skoczna sekcja rytmiczna, brutalnie wywlekające wnętrzności, gitarowe riffy i chore wokalizy, wśród których królują świńskie gutturale – oto z czym obcujemy na tym materiale. Masywne, tłuste brzmienie sprawia, że płyta sprawnie kruszy kości sprawiając przy tym potencjalnemu odbiorcy sporo bólu i cierpienia. Zawarte tu 23 minuty muzyki to nie jest nic nowego, można nawet powiedzieć, że to gatunkowa klasyka, ale mimo to wchodzi mi ten album niczym dobrze schłodzona wódeczka zagryzana kiszonym ogórkiem. Dźwięki generowane przez Pigskinner sprawiają, że chce mi się z perwersyjnym uśmiechem szarpać, ciąć, rozrywać, obdzierać, zgniatać, a później skakać po parujących wnętrznościach będąc uwalonym po szyję w lepkich płynach ustrojowych. Ciekawe jakie będą Wasze odczucia po zapoznaniu się z „The Slaughterhouse Sessions”??? Nie bójcie się i sprawdźcie, wszak wiadomo, że to, co Was nie zabije, uczyni Was silniejszymi.

Hatzamoth

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.