BUKAVAC „A Fire in the Void”

595955BUKAVAC – „A Fire in the Void”
Independent 2016

Przy okazji recenzowania pierwszej płyty Bukavac wyraziłem przekonanie, że do następnych materiałów projektu już chyba nie będę podchodził. Jako jednak, że przekorna ze mnie bestyja, a i okazja ku temu się nadażyła postanowiłem sprawdzić co tam na swojej drugiej płycie spłodził Bukavac. Przyznam otwarcie. Zakładałem, że będzie to kolejna porcja łajna, po którym przejadę się konkretnie niczym po burej kobyle. Posłuchałem i…..miło się rozczarowałem. Ta płyta przede wszystkim jest jakaś, nie jest to już zlepek przypadkowych elementów, które ni kupy ni dupy się nie trzymają.  „A Fire in the Void” to niespełna 38 minut muzyki, w przeważającej części instrumentalnej, utrzymanej w stylistyce Doom/Stoner z wykorzystaniem elementów Drone i lekkim dotknięciem psychodelii. Mamy zatem ciężkie, chropowate, przeciągane riffy gitarowe, niespiesznie gniotącą sekcję, odrobinkę klimatycznego plumkania i dronowe pasaże, które hipnotyzują i wprowadzające w lekko psychotyczny trans. Dobrze dobrane brzmienie ze sporą dozą przestrzeni sprawia, że ta muzyka oddycha i czuć jej wewnętrzny puls. Takie utwory jak Isolationist, Whisper of Distant Stars czy Farewell (She Will be Missed) naprawdę niezle bujają i myślę, że to własnie w tym kierunku muzycznym powinien podążyć na następnych produkcjach Bukavac. Żeby nie było za słodko jest na tej płycie jeden mały zgrzyt. Gdzieś tak w połowie wałka Exploring the Empty Heavens ponownie dostajemy próbkę Black Metalowych, żenujących zapędów, które niszczą cały, ciekawie rozwijający się utwór. Chłopie daj Ty se spokój z tym Black Metalem, bo wyraźnie nie potrafisz go tworzyć, ani grać! Skup się na tym, co wychodzi Ci najlepiej, a na tej płycie wyraźnie słychać, że klimatyczna, ciężka muza to jest to, co Ci w duszy gra. Podsumowując: „A Fire in the Void” to płyta zdecydowanie ciekawsza od kulawego debiutu, oczywiście nie jest to żadne mistrzostwo świata i okolic, ale słychać, że coś tu drgnęło i można mieć nadzieję na jeszcze lepsze jutro dla tego projektu (o ile oczywiście jego twórca nie zechce ponownie romansować z Black Metalem). Tym razem nie będę zarzekał się, iż nie będę więcej podchodził do muzyki tego projektu. Sytuacja jest zgoła odmienna, z ciekawością (umiarkowaną, ale jednak) sprawdzę, co na następnych produkcjach zaserwuje nam Bukavac.

Hatzamoth

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.