SOILWORK – „The Ride Majestic”

523192SOILWORK – „The Ride Majestic”
Nuclear Blast Records 2015

„The Ride Majestic” to już 10-ty, studyjny album Soilwork, eh jak ten czas leci…..ale mniejsza z tym. Nie ukrywam, że najlepsze płyty, jakie nagrał ten zespół to dla mnie płyta nr 1 i 2, czyli „Steelbath Suicide” i „The Chainheart Machine”. Później bywało różnie, raz kwadratowo, raz podłużnie, ale tych dwóch wydawnictw w moim prywatnym rankingu Szwedzi nigdy nie przebili i pewnie już nie przebiją. Jak jest zatem z ich najnowszym dzieckiem??? Nie jest źle moi mili, nie jest źle. Wypełniające płytę 11 utworów (prawie 50 minut muzy) to granie energetyczne i żywiołowe, a w porównaniu do tego, co obecnie nagrywa choćby In Flames, Soilwork ma jaja wielkości stodoły. Zespół dorobił się swojej charakterystycznej, zgrabnie wyważonej formuły, która przynajmniej na tym albumie bardzo dobrze się sprawdza. Sekcja raźno galopuje do przodu, melodyjne, nośne riffy szybko wkręcają się w czaszkę, a wokalista bardzo dobrze balansuje pomiędzy czysto śpiewanymi partiami a wrzaskliwym, mocniejszym wokalem. Niby to wszystko zostało już zagrane setki, jeśli nie tysiące razy, ale Soilwork stworzył tu konglomerat, który w czasach postępującej degrengolady gatunku melo-death (do której mocno przyczyniły się gwiazdeczki pokroju Sonic Syndicate czy In Flames) nadal walczy i co najważniejsze wychodzi z tego starcia obronną ręką. Wydaje mi się także, iż ten album w porównaniu do trzech poprzednich albumów jest odrobinę bardziej mroczny, posiada w sobie niewielką, acz znaczącą nutkę „czerni”, która czyni go przynajmniej w moich oczach ciekawszym. Zwolennicy melodyjnego grania, a fani Soilwork w szczególności uznają krążek za znakomity, mnie na kolana „The Ride Majestic” nie rzucił (i bardzo dobrze, bo mam już swój wiek i miałbym kłopoty z powstaniem), niemniej jest to dobry album z nośnym, zadziornym graniem, który nie zjada własnego ogona i któremu warto poświęcić troszkę czasu.

Hatzamoth

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.