DEW OF NOTHING „Outsider”

498696
DEW OF NOTHING – „Outsider”

American Line Productions 2015

Prawdę powiedziawszy myślałem, że ten zespół wyciągnął już kopyta. Poprzednia i zarazem jedyna pełna płyta ukazała się bowiem w 1998 roku, czyli bagatela 17 lat temu!!! Nie roztrząsajmy jednak tematu dlaczego tak się stało, a skupmy się na tym, co stanowi sedno sprawy, czyli na muzyce zespołu z Meksyku. Po kilku odsłuchach tej płytki stwierdzam, że w zasadzie niewiele się zmieniło. Nadal mamy do czynienia z mocnym, lekko surowym, klasycznym w swej formule Death Metalem ze sporą dawką melodii. Solidna, konkretnie bijąca sekcja rytmiczna serwująca cały arsenał temp, począwszy od blastów poprzez równe marszowe łupanki na ciężkich zwolnieniach kończąc, gęsto „szyjąca” melodyjne riffy gitara, wokalista „ryjący” gardłem w średnich rejestrach i do tego odrobinka dobrze wplecionych w całość klawiszowych zagrywek dodających przestrzeni bez uszczerbku na mocy materiału. Spore wrażenie robią także wkręcające się w zwoje mózgowe klimatyczne solówki kojarzące się momentami z tym, co robił ongiś na płytach Paradise Lost Greg Mackintosh. Brzmienie płyty lekko „chropowate” i „przybrudzone”, ale selektywne, jednak jak dla mnie brakuje tu troszkę bardziej zdecydowanego „pierdnięcia”, które dodało by tym wałkom jeszcze większej siły rażenia, choć z drugiej strony patrząc na to, jak w tej chwili głaszczą brzmienie  metalowe boys-bandy spod znaku melo-death, to „Outsider” jest przy nich wręcz brutalną jazdą po bandzie. Wszyscy lubiący mocne, melodyjne granie „z charakterem” mogą śmiało sięgnąć po tą płytę, myślę, że się nie rozczarują. Na koniec mała dygresja – ciekawe ile lat będziemy czekali na kolejnego „długograja” Meksykańskiego trio ?????

Hatzamoth

 

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.