APOSTLE OF SOLITUDE „Of Woe and Wounds”

450578APOSTLE OF SOLITUDE – „Of Woe and Wounds”
Cruz del Sur Music 2014

Pochodzący z Indianapolis w stanie Indiana Apostoł Samotności powstał w 2004 roku i ma na koncie nie licząc splitów, ep’ek i materiałów demo trzy albumy długogrające. „Of Woe and Wounds” to właśnie ich ostatni, trzeci długograj po brzegi wypełniony bardzo dobrą muzyką spod znaku tradycyjnego Doom Metalu. Album rozpoczyna się instrumentalnym, melancholijnym utworem wprowadzającym słuchacza w płytę, by zaraz potem przywalić cieżkim, motorycznym Blackest of Times, który o mało nie rozpierdolił głośników i spowodował drżenie szyb w oknach. Tak jest już do końca płyty. Ociężałe, walcowate pasaże i melancholijne, smutne fragmenty mieszają się tu z marszowymi, rytmicznymi utworami, które są jednak zaopatrzone w odpowiednią porcję ciężaru i gniotą straszliwie. Nad wszystkim unosi się lekka mgielka psychodelicznych zagrywek, co sprawia, że album jeszcze skuteczniej tyra nasze zwoje mózgowe. Płyta oparta jest w głównej mierze na ciekawych, melodyjnych, ciężkich, przeciąganych nieco riffach. Zwłaszcza w jej wolniejszych fragmentach doświadczamy ich mocy i słyszymy doskonałe harmonie gitarowe. Znakomicie współpracujący wioślarze serwują nam także doskonałe solówki, a to co zrobili w utworach „Luna” czy „Die Vicar Die” to prawdziwe perełki. Na słowa uznania zasługuje także wokalista Chuck Brown, jego wokalne możliwości są bowiem imponujące. Operuje on czystym, doom’owym wokalem przeważnie usadowionym w średnich rejestrach, jednak gdy trzeba pokazuje, iż potrafi modulować swój głos na potrzeby konkretnych kompozycji, czego przykładem mogą być wałki: „Whore’s Wings „, czy „Die Vicar Die”. Jego barwa i sposób artykułowania doskonale pasują do muzyki, jaką wykonuje Apostle of Solitude.
Sekcja rytmiczna w niczym nie ustępuje reszcie zespołu miażdżąc zawodowo, a potwornie ciężki bas dodatkowo dopierdala do pieca. Płyta jest bardzo równa, brak na niej typowych hitów, ale nie ma tu także żadnych utworów pełniących funkcję zapchajdziury. Wg. mnie jest to jeden z lepszych albumów z tradycyjnym Doom Metalem, jakie dane mi było słyszeć w 2014 roku i z ciekawością będę śledził dalsze poczynania kapeli. Wszyscy wielbiciele twórczości Black Sabbath, Candlemass, Cathedral zapewne pobrudzą sobie gacie przy dźwiękach Apostoła, a i fanom innych odmian metalowego łojenia polecam zapoznanie się z tą płytą – nie będziecie żałować.

Hatzamoth

Możliwość komentowania jest wyłączona.