Sigihl „Trauermärsche (And a Tango upon the World’s Grave)”

sighil_t-do_internetu-rgbSigihl – „Trauermärsche (And a Tango upon the World’s Grave)”
Arachnophobia Records

Mieszanina kadaweryny ze słodkawym posmakiem po spożyciu antybiotyku. Tak oto właśnie powstała trucizna Sigihl, która toczy nasz organizm swoim pierwszym pełnym longplayem wydanym w zeszłym roku, a mianowicie: ” Trauermärsche (And a Tango upon the World’s Grave)”. Album jest jak wręcz „pochód żywych trupów”, połączenie przenikliwie wżerającego się saksofonu, który zamiast gitary stanowczo przoduje całemu pochodowi, dronowego brudu basu, które to oba instrumenty znakomicie dopełniają się z chorym rozdzierającym histerycznym zgrzytem wokalu przy doomowym rytmie perkusji stanowi doskonałe skupisko stęchłego odoru emocji, którym możemy się delektować. Pochód ten pełznie nieprzerwanie penetrując nasze komórki niczym czerw z „Sid Meier’s Civilization: Beyound Earth” drążąc coraz to głębsze korytarze. Jednkaże z drugiej strony można odnieść wrażenie, iż przejawiają się także nieco jazzowe konwulsje, jak gdyby powiedzmy nakierowanie pochodu uczestników tejże wędrówki na tlący się ogień. Album wzbudza wręcz pociągający niepokój jak nerwicowy szczękościsk poprzez który nie można się powstrzymać od ponownego przesłuchania całego materiału. Wytworzenie dusznego klimatu coraz bardziej uciska zwoje mózgowe, coraz to mocniej przytłacza dzięki czemu można wpaść w trans, zagłębiając się w zbiorze emocjonalnych naładowań chcąc w nich nieustannie tkwić i katować się każdym wychwyconym dźwiękiem. Oprawa graficzna mówiąc krótko niewyszukana. Reasumując Trauermärsche (And a Tango upon the World’s Grave)” ujmująco świdruje wzbudzając nienasycony głód, jednak zapewne nie każdy w nim się rozsmakuje, zatem jakby to powiedział dr Lecter: „Chciałbyś spróbować”?

Akroleina

Możliwość komentowania jest wyłączona.