Thy Worshiper – Wywiad

„W naszej muzyce zmieści się praktycznie wszystko. Od grindu po jazz. Ważne dla nas jest tylko, żeby całość była spójna i nie sprawiała wrażenia poklejonej.”  Thy Worshiper wrócili zdumiewająco ciekawą płytą „Czarna Dzika Czerwień”, która zabiera słuchacza w dziki plemienny metal. O płycie i o innych sprawach przepytaliśmy Marcina Gąsiorowskiego. Zachęcamy do sięgnięcia po płytę i wywiadu.

Witajcie. Wasze pierwsze demo wyszło w 1994r. jednakże Wasze początki sięgają już trochę wcześniej. Muzyka np. na kultowym już „Popiele” jest nieco surowsza, nakierowana bardziej na black metalowy feeling niż na obecnej „Czarna Dzika czerwień”. Jak byście porównali te dwa albumy,czy ta owa zmiana Waszym zdaniem wyszła Wam na dobre?

Wyszło na dobre, dla kogo? Dla nas? Najlepiej wyszło, gramy właśnie to co lubimy. Dla innych? Nie mam pojęcia. Pod tym względem te materiały są bardzo podobne. Wtedy też graliśmy to co lubimy.

Od wydania ostatniego albumu „Signum” minęło już sporo czasu, a mianowicie jakieś 9 lat. Co spowodowało taką długą przerwę w czasie?

Życie. W tym czasie niejako zespół powstał na nowo. Teraz TW gra i tworzy w Irlandii, wcześniej mieszkaliśmy w Polsce. Wtedy się nawet nie znaliśmy. Zanim zaczęliśmy rozumieć się muzycznie musiało minąć trochę czasu. Wcześniej nagraliśmy jeszcze materiał Opowieść Jednej Nocy, aby sprawdzić jak to rozumienie nam wychodzi. To w zasadzie pełnowymiarowa płyta.

nnn

Materiał do „Czarna Dzika Czerwień” został nagrany w Dublinie w Westland Studio. Jesteście zadowoleni z efektów? i czy będziecie nagrywać tam Waszą kolejną płytę?

Z efektów jesteśmy zadowoleni. Płyta brzmi dość dobrze, przynajmniej dla nas. Studio i pracujący tam ludzie też są na bardzo wysokim poziomie. Czy będziemy tam jeszcze nagrywać – nie wiadomo. Zastrzeżenia co do pracy w studio mamy niewielkie, ale w innym studio może zabrzmiałoby to jeszcze lepiej? Tyle, że za topowe studio i realizatora dźwięku trzeba by dużo więcej zapłacić. Nie wiemy, czy nas będzie stać. A przed powrotem do Westland nie mielibyśmy żadnych obaw.

Muzyka na albumie oscyluje wokół metal/folku choć czytaliśmy, że staracie się nie szufladkować swojej muzyki. Na szczęście w Waszej muzyce klimat ten tworzy atmosfera i aranżacja utworów zamiast przesadna ilość instrumentów folkowych. Trudno było uzyskać taki efekt?

I trudno i łatwo Taka muzyka wychodzi nam naturalnie, stąd jej granie to dla nas łatwizna. Z drugiej strony poświęcamy sporo czasu, aby dopracować każdy szczegół i czasami łatwo nie jest. Szufladkować nie chciałbym w zasadzie żadnej muzyki. Problem z nią jest taki, że praktycznie 90 proc. zespołów chce być zaszufladkowanych, bo z góry zakładają jak chcą zabrzmieć, a najczęściej odnośnikiem dla nich są inne zespoły. W naszej muzyce zmieści się praktycznie wszystko. Od grindu po jazz. Ważne dla nas jest tylko, żeby całość była spójna i nie sprawiała wrażenia poklejonej. Z metalem zawsze się będziemy kojarzyli z racji mojej barwy głosu i wspólnego zamiłowania do energii w dźwiękach. Słowo folk kojarzy mi się źle, stąd wolę mówić o muzyce etnicznej. Taka pierwotna siła dociera do nas najbardziej, więc mieszamy to co najbardziej lubimy i jakoś to wychodzi. Instrumentów folkowych za dużo nie używamy, bo nie potrafimy na nich grać.

„Czarna Dzika Czerwień” została wydana przez polską podziemną wytwórnię Pagan. Planujecie dłuższą współpracę?

Tak naprawdę, to nic jeszcze nie planujemy. Na razie wszystko układa się dobrze i jesteśmy zadowoleni.

dzikus

Czy trudno było wkomponować partie instrumentów perkusyjnych (np.djembe, darbuke, kotły )?

I trudno i łatwo. Na próbach jest zawsze Bartek i Grabaż, muszą grać razem i musi to dobrze brzmieć. Czasami każdy z nich idzie na ustępstwa, aby całość miała sens. Gramy już z sobą trochę czasu i wychodzi nam to naturalnie. Teraz zaczynamy się zastanawiać, jak zacząć używać tych instrumentów inaczej, żeby się nie powtarzać.

Liryki na płycie dotyczą natury żywiołów. Czym są dla was te żywioły?

Podejrzewam, że tym co dla wszystkich. To takie siły, których nie da się ujarzmić, a mają ogromy wpływ na całe otoczenie.

Zwróciliśmy szczególną uwagę na oprawę graficzną „CDC” oraz zdjęcia promocyjne, które naszym zdaniem idealnie oddają charakter płyty. Skąd pomysł na tego typu zdjęcia?

Z rozmów. Nie chcieliśmy wyglądać jak kolejny zespół, który bądź to smutno, bądź to wściekle wpatruje się w kamerę. Chociaż najgorsi są ci uśmiechnięci. Malowanie twarzy też nam nie leży, więc staraliśmy się wymyślić coś, co będzie dobrze wyglądało, a nie będzie trudne do zrobienia. Jako, że tekstowo poruszamy się w mrocznym otoczeniu, to koniec końców taka charakteryzacja też wyszła naturalnie. Ubraliśmy nasze najbardziej metalowe ciuchy, zrobiliśmy totem i pojechaliśmy w góry. A wszystko montowała Ania, która do tego śpiewa na płycie. Wyszło bardzo fajnie.

Podobno w okolicach listopada planujecie trasę po Polsce. Możecie zdradzić trochę więcej szczegółów? Z kim będziecie mieli tą trasę?

Chcielibyśmy zdradzić, ale nie możemy. Na razie jest wola kilku stron, które wspólnie chciałyby objechać Polskę. Jak to wypali, to będę naprawdę zadowolonym człowiekiem. A jak coś pójdzie nie tak, to wyjdzie, że pierdolimy bez sensu. Jak tylko będzie wszystko potwierdzone, to na pewno obwieścimy to wszem i wobec. I to z dumą.

thywor

Czy macie pomysł na materiał na kolejną płytę oraz jaki będzie jej motyw przewodni? Czy może na razie wolicie się skupić na promocji „CDC”?

W zasadzie to mamy już mocno rozgrzebanych przynajmniej z 6 utworów, które będą pierwszą połową nowej płyty. Teraz postanowiliśmy sobie, że cały album zaplanujemy sobie w najmniejszych szczegółach od początku do końca. Teraz mamy szkic połowy albumu. Niektóre utwory są już prawie zamknięte, łącznie z tekstami, w innych wciąż poszukujemy. Zastanawiamy się też nad drugą częścią. Tym razem motywem przewodnim będzie czas. Koncept opiera się wokół kalendarzowego roku. Staramy się przełomowe momenty uchwycić muzycznie i lirycznie. Na razie strasznie nam się podoba to, co już mamy. Po prostu czujemy, że wychodzi nam to jeszcze lepiej niż na CDC. A przy tym cały czas się rozwijamy i utwory będą inne, fajniejsze. To oczywiście tylko nasza subiektywna opinia.

Część z Was mieszka w Irlandii, nie tęsknicie za lasami słowiańszczyzny? Czy lasy wszędzie są takie same?

W zasadzie to wszyscy mieszkamy w Dublinie. Wiadomo, że czasami tęsknimy. Nie tylko za lasami. Co do lasów, to we Wrocławiu miałem z 45 minut jazdy na górę Ślezę, a tam właśnie jeździłem jak mnie naszło. Tu mam z 20 minut i jestem w górkach. Lasy są tu inne, bo większość drzew wycięli Angole wieki temu i jeszcze nie odrosły. Ale miejscówy można znaleźć naprawdę piękne.

Gdzie w najbliższym czasie oprócz planowanej trasy będzie można Was usłyszeć na żywo ?

Jutro będzie można nas usłyszeć na koncercie z okazji Dnia Św. Patryka razem z Mourning Beloveth. 2 kwietnia gramy z Negurą Bunget, potem jeszcze kilka gigów, m.in. w Liverpoolu z Fen i w Polsce na festiwalu w Brennej 16 sierpnia. W sumie lubimy grać koncerty i przeważnie gramy wszędzie tam gdzie nas zaproszą. Czasami musimy odmówić, bo nie mamy kasy.

Ostatnie słowo należy do Was

Pamiętajcie żeby zamykać drzwi jak wychodzicie z domu i nikogo tam nie ma. Uważajcie na złodziei.

Dziękujemy za wywiad

Advertisements

Możliwość komentowania jest wyłączona.