Devilish Impressions – Wywiad

„Świat i wszystko wokół nas ulega nieustannym przemianom, podobnie jak i my dojrzewamy i chcemy wyrażać się za pomocą innych dźwięków…”
Mają na swoim koncie 3 pełne albumy, Ostatnim jest „Simulacra” z 2012 roku.  O album i inne sprawy zapytaliśmy Quazarre’a. Zapraszamy do obszernego wywiadu z Devilish Impressions.
di_logo_jpg

Na początek może zacznijmy od Waszej czteroletniej przerwy, która minęła od wydania „Diabolicanos – Act III: Armageddon”, natomiast rok temu wydaliście „Simulacra”. Powiedz zatem dlaczego było o Was cicho tyle czasu?

Cześć! Wpływ na taki, a nie inny, obrót sytuacji miało mnóstwo czynników, z których najważniejsze to postępujący brak porozumienia z ówczesnym wydawcą, a także nawarstwiające się problemy natury osobistej, które w konsekwencji doprowadziły do szeregu zmian personalnych w składzie zespołu. Do tego wszystkiego dodałbym moje zaangażowanie w wydawniczą i koncertową działalność Crionics, pomoc kumplowi w produkcji drugiej płyty Zorormr („IHS” – przyp.) oraz pochłaniające mnóstwo czasu i energii prace nie tylko nad nowym albumem Devilish Impressions, ale i Asgaard („Stairs to nowhere” – przyp.). Gdy zaś te były gotowe, potrzebowaliśmy czasu na zaaranżowanie tematów towarzyszących kwestii ich wydania, czyli znalezienie odpowiednich osób do ogarnięcia grafik, zdjęć, stron internetowych itp. W międzyczasie intensywnie pracowałem także nad rozwojem Icaros Records, by w Polsce materiały Asgaard i Devilish Impressions mogły zostać wydane w sposób, jaki sobie pierwotnie założyliśmy.
08

Jak przebiegały prace nad albumem? Tworzyliście go od 2010 roku.

W przypadku Devilish Impressions proces powstawania nowych utworów wygląda zawsze w podobny sposób. Początkowo przygotowuję wersję demo opartą na gitarowych riffach wyłącznie dla pozostałych członków zespołu, mając przy tym i przedstawiając im wizję tego, jak dany numer może zabrzmieć w całości. Dzięki temu dalsze prace nad poszczególnym instrumentarium czy aranżacjami stają się łatwiejsze, bo są już w pewien sposób ukierunkowane. Icanraz i Vraath w konsultacji ze mną przygotowują więc swoje partie, które ewentualnie nieznacznie później modyfikujemy, modelując tym samym finalne wersje aranżacji. Podobnie zresztą było z Flumenem i Lestathem, którzy na „Simulacra” napisali partie orkiestracji i wszelkich syntetycznych ‘przeszkadzajek’. Taki właśnie system pracy jest w zasadzie uwarunkowany tym, iż wszyscy mieszkamy daleko od siebie i pozbawieni jesteśmy możliwości odbywania regularnych prób w całym składzie. Trudno powiedzieć, czy to dobrze, czy źle… Czasem brakuje nam tej zespołowej ‘burzy mózgów’. Jednak być może właśnie dzięki temu, że do ‘worka’ naszej twórczości nie wrzucamy tysiąca oddalonych od siebie o miliony lat świetlnych pomysłów, Devilish Impressions jest zespołem o wyraźnie zarysowanym charakterze muzycznym i ideologicznym. Oczywiście, zostawiam w tym wszystkim pole dla odpowiedniej dozy ekspresji i twórczego chaosu pozostałych muzyków, zatem ostateczne brzmienie jest zawsze sumą kreatywności całej naszej hordy.

„Simulacra” jest muzyczną niespodzianką, która różni się stylistycznie od Waszych poprzednich wydawnictw. Jest na niej sporo heavy metalu, thrashu i czystych wokali. Jest to nowy kierunek dla Devilish Impressions? Czy kolejna płyta będzie jej kontynuacją?
To, że „Simulacra” jest swoistym konglomeratem wymienionych tu przez Ciebie elementów, zaczerpniętych z przeróżnych – że pozwolę sobie to określić – szufladek gatunku, nie oznacza, iż kolejna płyta będzie jej kontynuacją. Aktualnie dla przykładu nagrywamy nowy stuff, który znacznie odbiega od tego, z czym fani zespołu mogli kojarzyć nas do tej pory. Owszem, zajebiście, gdy to, co robimy okazuje się komuś bliskie i stanowi coś, z czym w pełni mógłby czy mogłaby się identyfikować. Jednak, jeśli ta sama osoba zada sobie trud, by wnikliwie zapoznać się ze wszystkim, co ukazało się pod naszym szyldem, zauważy, że nigdy nie robimy czegoś, by tylko przypodobać się słuchaczowi… Być może taka postawa nie wpływa pozytywnie na utrzymanie przy sobie wszystkich, których oczarowała magia np. „Plurima Mortis Imago,”, czy „Diabolicanos…”. Za głupotę uważam jednakże powtarzanie tego samego w kółko, w tym także korzystanie z określonej, bezpiecznej formuły muzycznej. Świat i wszystko wokół nas ulega nieustannym przemianom, podobnie jak i my dojrzewamy i chcemy wyrażać się za pomocą innych dźwięków… Bo Devilish Impressions od samego początku swego istnienia jest zespołem nieprzewidywalnym i mam nadzieję, że takim pozostanie.

Czy jesteście zadowoleni stroną promocyjną „Simulacra”?

Hmm, i tak i nie… Część rzeczy, które mieliśmy w planach zrobić w związku z premierą płyty udało się nam zrealizować, część zaś z wielu powodów tym razem okazała się niemożliwa do osiągnięcia. Płyta zebrała świetne notki, w ramach jej promocji udzieliliśmy mnóstwo wywiadów, zagraliśmy sporo koncertów. Wciąż jednak mam nieodparte wrażenie, że moglibyśmy zrobić więcej. Ufam jednak, że przyjdzie na to czas przy okazji kolejnego albumu.
N38GSPk_4Jk

Blake, Longfellow, Wilde, Lord Byron, Goethe to wielcy pisarze. Co było powodem zaczerpnięcia z ich twórczości? 

Chęć konfrontacji ich sposobu definiowania i interpretacji pewnych pojęć, czy zagadnień poruszonych tutaj przeze mnie, a także swoiste uwielbienie dla ich twórczości. W zasadzie podobny zabieg zastosowałem już na poprzednim albumie („Diabolicanos…” – przyp.), w tamtym jednak przypadku wszelkie cytaty zaczerpnięte zostały z biblijnej Księgi Izajasza oraz z Księgi Apokalipsy Św. Jana. Moim zdaniem tego typu łączenie własnych przemyśleń z czymś powszechnie znanym przynosi świetny efekt, taki zabieg obrazuje bowiem, w jak różny sposób mogą być interpretowane poszczególne treści. Pokazuje, że wszystkiemu – w zależności od tego, w jaki sposób zamierzamy przedstawić daną historię – można tak naprawdę nadać zupełnie odwrotnego znaczenia.

„Simulacra” zbiera pozytywne recenzje. Czy sądzisz, że zmiana stylu ma wpływ na to?

Nie wydaje mi się. Album „Diabolicanos..” dla przykładu oceniony został równie dobrze, a może nawet i lepiej i – patrząc z perspektywy – dotarł mimo wszystko do znacznie większej ilości mediów i odbiorców na świecie. Wątpię zatem, by zmiana stylu, jak to określasz, miała wpływ na postrzeganie płyty przez krytykę. Poza tym, jeśli chodzi o obraną przez nas stylistyczną i filozoficzną ścieżkę, wbrew niektórym opiniom bezpodstawnie posądzającym nas dziś o koniunkturalizm, ową ścieżką kroczymy przecież nieprzerwanie od samego momentu powstania zespołu. Już bowiem na „Eritis sicut Deus…” z 2002 roku w swojej twórczości łączyliśmy elementy death, black, i heavy metalu, z czasem inkorporując do tego wszystkiego domieszkę thrashu. To, co prezentujemy obecnie nadal rozpatrywać można w kategorii awangardowego black / death metalu. Nie zmienialiśmy się przez cały ten czas, jak usilnie w międzyczasie robiły to inne zespoły, nie wbijaliśmy się w zmieniające się trendy, w równym stopniu nigdy nie uśmiechaliśmy się w kierunku zarówno tzw. sceny ‘oficjalnej’, jak i tej ‘undergroundowej’.

Na płycie pojawiają się goście, np. Roman z Lecter czy Jacek Grecki z Lost Soul. Jak przebiegała praca z nimi i co było powodem takiego zabiegu? 

Cenię sobie po prostu wysoko muzyczny dorobek ich obojga. Z Romkiem znam się już chyba z milion lat, wspólnie z nim grałem w jednym z pierwszych zespołów lokalnych. W pewnym momencie naszego życia nasze muzyczne podążyły w zupełnie inne strony, po czasie jednak potrafimy wciąż usiąść przy piwie i nie tylko  dobrze się bawić, ale też rozumieć na polu tych jakże odległych światów muzycznych. Decyzja, by to on zarejestrował partie basu w utworze „Scream of The Lambs” była bardzo naturalna, bo numer ten graliśmy razem jeszcze w 1998 roku pod szyldem Autumnal Breath of The Moonlight Serenade. A ponieważ Romek gra także świetnie na gitarze akustycznej, wymyślone przeze mnie partie do kilku innych utworów postanowiłem powierzyć właśnie jego zdolnym palcom czy raczej paznokciom, hahaha.

Z Jackiem sprawa wyglądała w nieco inny sposób. Poznaliśmy się wiele lat temu przy okazji koncertu Asgaard w towarzystwie m.in. Lost Soul w prowadzonym przez niego niegdyś wrocławskim klubie Diabolique. Jednak myśl o zaproszeniu go do zagrania gościnnego ‘solosa’ pojawiła się u mnie dopiero podczas trasy Rotting Christ, na której to ja grałem z Crionics, a Jaco z Lost Soul. Pogadaliśmy trochę, oblali temat, po jakimś czasie zadzwoniłem do niego, ustawiliśmy temat i… zrobione.

Mastering do „Simulacra” został wykonany pod okiem braci Wiesławskich w Hertz Studio. Jak doszło do waszej współpracy? 

Wspólnie z Braćmi nie tylko pracowaliśmy nad masterem, nagraliśmy u nich beczki i miksowaliśmy płytę. Jak doszło do współpracy? Znamy się kupę lat, kilkakrotnie grzebali tak przy Asgaard, Crionics, jak i przy Devilish Impressions. Jednakże wstępny plan zakładał realizację albumu z nieżyjącym już Szymonem Czechem, z którym to działaliśmy podczas produkcji albumu „Diabolicanos…”. Dopiero później, kiedy to w Hertz’u rejestrowaliśmy ślady bębnów, bracia Wiesławscy wykazali ogromny entuzjazm w stosunku do tego materiału oraz chęć finalizacji dalszych etapów sesji. Znając możliwości studia, a także umiejętności duetu Sławek – Wojtek, wybór ten w przypadku wizji brzmieniowej „Simulacra” uważam za jak najbardziej słuszny. Żałuję tylko, że nigdy już nie będziemy mogli raz jeszcze spróbować współpracy z Szymonem…

yBOqxGsFqsg

„Simulacra” została wydana nakładem Twojej wytwórni Icaros Records. Skąd taka decyzja oraz co było powodem do jej założenia? 

Icaros Records powstała by promować nie tylko zespoły, w których się udzielam, ale także twórczość tych, które uważam za godne uwagi. Stąd wybór chociażby Lecter, nie znajduję bowiem na naszym rynku grupy, która  muzykę rockową potrafi zagrać w taki właśnie sposób jak oni. Oczywiście dla troglodytów pewnie nie do przełknięcia, aczkolwiek fani o otwartych umysłach mogą być tą płytą zauroczeni. Jeśli chodzi zaś o Devilish Impressions, nadmienię jeszcze, że Icaros to wydawca tylko na rynek krajowy. W Europie Zachodniej i w Ameryce Północnej / Kanadzie album ukazał się nakładem niemieckiej Lifeforce Records,  z kolei w Rosji i na terenie byłych republik radzieckich jej wydanie powierzyliśmy firmie MSR Productions.

Dowiedzieliśmy się, że działalność Icaros Records zostaje zawieszona. Możesz podać przyczyny podjęcia takiej decyzji?

Niestety, płyty sprzedają się głównie w okresie premiery i to w zasadzie w nakładach 10-krotnie nawet mniejszych niż zaledwie kilka lat wstecz. Stąd, by kontynuować działalność firmy na możliwie najwyższym poziomie bez konieczności ustawicznego dokładania z własnej kieszeni, musiałbym w katalogu wytwórni posiadać nie dwa, trzy zespoły lecz przynajmniej kilkanaście. Tak, by sprzedaż poszczególnych tytułów nie tylko umożliwiała inwestycje w pozostałe, ale by można było sobie także pozwolić na pozyskiwanie kolejnych. Nietrudno sobie wyobrazić, iż sesje nagraniowe, zdjęciowe, stworzenie warstwy graficznej, tłoczenie płyt czy druk poligrafii pochłaniają ogromne sumy pieniędzy. Wspomnę tu również o konieczności tworzenia programów marketingowo-sprzedażowych, ściśle powiązanych z reklamą określonego produktu, która to przynajmniej kilkakrotnie pomnaża później wyżej wymienione nakłady. W konsekwencji zaś, chcąc dodatkowo zapewnić płytom odpowiednią dystrybucję, ten swój ‘produkt’, czyli coś, w co wkładasz horrendalne sumy, praktycznie za bezcen oddajesz firmom pośredniczącym. Trzeba byłoby zatem sprzedawać kilkutysięczne nakłady, albo też – jak wspomniałem wcześniej – mieć w katalogu kilkanaście przynajmniej nazw, by suma sprzedanych płyt przekładała się na jakiś wymierny efekt poświęconej pracy, czasu oraz pieniędzy. A przecież ludzie, czy też raczej wszyscy ci pseudo-melomani i tak ostatecznie zerżną płytę z netu, wliczając ją do swej liczonej w gigabajtach pseudo-kolekcji. Czy istnieje zatem zasadność istnienia firmy o charakterze –  bądź co bądź – niszowym? Wątpię… Prowadzi to bowiem do sytuacji, kiedy to wytwórnie, nie tylko małe, jak Icaros Records, ale i znacznie większe, nie dysponują już tak wysokimi budżetami na nagrania czy promocję danego zespołu jak niegdyś. Niech jednak nie dziwią się później wszyscy będący na początku swej muzycznej drogi, że żadna stajnia nie chce już inwestować siana w coś, co potencjalnie może jej przynieść same straty… Gorzko? Nie, prawdziwie…

 Autorem oprawy graficznej jest Michał „Xaay” Loranc. Jak przebiegała Wasza współpraca oraz czy mógłbyś przybliżyć znaczenie szaty graficznej?

Widniejące na okładce postacie umiejscowionych na szachownicy i przyglądających się sobie Lucyferów tylko z pozoru wydają się być identyczne. W istocie przedstawiają dwa różne światy. W nawiązaniu do tytułu albumu stanowią własne ‘symulakra’, czyli odbicia pozorujące rzeczywistość, w efekcie zaś same tę nową rzeczywistość tworzące. Xaay doskonale wyczuł nasze intencje, pracował nad oprawą graficzną płyty już po zaznajomieniu się z jej zawartością muzyczną oraz tekstową, stąd też łatwiej było nam uzyskać spójność wszystkich elementów składających się na wizerunek tego wydawnictwa.

Twój główny zespół to Devilish Impressions, ale jesteś też również wokalistą w Asgaard. Jak Ci się twórczo balansuje między tymi zespołami?

Wiesz, to tak naprawdę dwa, bardzo odległe od siebie muzyczne światy. Zajebistym komfortem jest to, że w obu mogę wyrazić się w zupełnie inny sposób, że twórczość obu zespołów jest od siebie na tyle odmienna, iż nie ma tu praktycznie mowy o powielaniu jakichkolwiek konwencji czy pomysłów.

 Co z Crionics. Będzie reaktywacja, czy postanowiliście na razie nadal pozostać w zawieszeniu a czas pokaże co dalej?

Oj, to pytanie mimo wszystko nie do mnie. Współtworzyłem Crionics w okresie 2009-2011, wspólnie nagraliśmy „N.O.I.R – Nation of Illusive Resemblance”, zaliczyliśmy kilka udanych tras i… tyle. Później wszystko jakoś zastygło, nie było wyraźnej chęci kontynuowania zespołu w ówczesnym składzie, zmieniły się priorytety każdego z nas. Paweł wciąż wtedy miał jeszcze Vader, Yanuary – Thy Disease, Brovar ciągle w rozjazdach, ja z kolei poczułem, że to oto nadszedł ten właściwy moment, by na nowo cisnąć sprawy Devilish Impressions czy wspomnianego wyżej Asgaard. Nie wiem, na chwilę obecną trudno mi wypowiedzieć się w tej kwestii.
yveTjddodvo

 „Simulacra” czy mógłbyś przybliżyć interpretację tego tytułu płyty?

Oznacza pozorujące rzeczywistość odbicie tej rzeczywistości… Ponieważ z definicji swojej ‘symulakra’ są obrazami tworzonymi na podobieństwo rzeczy. Cała warstwa liryczna „Simulacra” oscyluje wokół dualizmu dobra i zła, a raczej wokół niejednoznacznych sposobów wyrażania tego, co przez określone społeczności uznane jest ze złe, czy dobre. I z tego właśnie powodu, z racji dualistycznych przesłanek tekstów „Simulacra”, każdy może interpretować je na swój, dowolny sposób.

Współpracujecie także z Lifeforce Records. Jak doszło do Waszej współpracy?

Najzwyczajniej w świecie. Rozesłaliśmy po świecie paczki zawierające materiały promocyjne Devilish Impressions wraz z płytą „Simulacra” i… ze wszystkich nadesłanych ofert wybraliśmy opcję współpracy z Lifeforce. Wstępne założenia zawierały wydanie w ich barwach jeszcze jednej płyty, aczkolwiek niewykluczone, że kolejny materiał ukaże się jednak pod innym szyldem… Na razie nic więcej w tym temacie powiedzieć jednak nie mogę.

 Koncertujecie dużo poza granicami naszego kraju. Jaka jest Twoja opinia jeśli chodzi o frekwencję za granicą w porównaniu do naszej rodzimej?

Z frekwencją bywa różnie, chyba bez względu na szerokości geograficzne. Wszystko zależy od zakresu przygotowań trasy czy poszczególnych koncertów od strony promocyjnej. Od tego, czy zespół jest w danym rejonie mniej lub bardziej popularny, tego, w jaki dzień tygodnia wypada koncert, w jakiej cenie można kupić bilety, czy w danym okresie w okolicy nie ma innych koncertów itp. My mieliśmy to szczęście, że za granicą pojawialiśmy się zazwyczaj w towarzystwie innego, dużego zespołu, dzięki czemu łatwiej o uczciwą frekwencję, niż w przypadku, gdybyśmy zawsze jeździli w charakterze headlinera.

 Castle Party to obecnie festiwal bardziej z dyskotekowym wydźwiękiem. Co było powodem podjęcia decyzji o wystąpieniu na nim.

Jeśli chodzi o formułę muzyczną Castle Party to, mimo iż w znakomitej większości faktycznie zakłada ona prezentację zespołów z nurtu gotyckiego czy nawet muzyki dark electro, jest w niej jednak – z tego co obserwuję – coraz więcej miejsca dla kapel stricte metalowych. My byliśmy wprawdzie takim chyba rodzynkiem ubiegłorocznej edycji, miało to jednak swoje plusy gdyż okazało się, że – mimo ogromnych kontrowersji jakie wzbudziliśmy swoim występem – ludzie przyjęli nas nad wyraz ciepło i najwyraźniej potrzebują tego rodzaju dźwięków. Potwierdzeniem tego może być fakt, iż już w tym roku zagrał tam przecież Kat, reaktywowana Sirrah, Eternal Deformity, Luna Ad Noctum, Thy Worshiper czy Asgaard. Podejrzewam, że taka tendencja utrzyma się również w przypadku zestawiania line-up na kolejne edycje tego festu.

 Jakie było przyjęcie fanów tego dość oryginalnego (muzycznie i kulturowo) wydarzenia?

W zasadzie – mając na uwadze to, o czym wspominasz – jadąc tam kompletnie nie wiedzieliśmy jak podejść do tematu. Nie mieliśmy bladego pojęcia, czy w sercach fanów cyklicznie odwiedzających Castle Party znajdzie się trochę miejsca na to, co proponujemy jako Devilish Impressions. Ku naszemu zaskoczeniu oraz ogromnej uciesze organizatorów, udało nam się zebrać pokaźną ilość ludzi bardzo entuzjastycznie reagujących na to, co im zaprezentowaliśmy i – suma summarum – wyjechaliśmy stamtąd z podniesionym czołem.

 Jakie są Waszej najbliższe plany? Gdzie będzie można Was usłyszeć, jakieś festiwale może?

Cóż, okres letnich festiwali za nami więc raczej będziemy skupiać się na bookowaniu tych w 2014 roku. Wspomniałem wcześniej, że pracujemy nad nowym materiałem, którego spora część jest już zarejestrowana. Cały czas na tapecie jest temat kolejnej europejskiej trasy, nie wiadomo jednak, czy jeszcze przed czy już po wydaniu nowego albumu.

 Ostatnie słowo od Ciebie dla czytelników…

Przede wszystkim dzięki serdeczne za wsparcie i możliwość prezentacji Devilish Impressions na łamach Temple of Chaos. Jednocześnie zapraszam wszystkich do śledzenia poczynań zespołu. Mogę także zapewnić, że nowa odsłona Devilish Impressions zaskoczy nawet tych, którzy są z nami od samego początku…

www.devilish-impressions.com
www.facebook.com/devilishimpressions

Dziękujemy również

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.