Nekron – Wywiad

nakron-diadre-460Minęło 15 lat od jego nieobecności na scenie odkąd Immanis zakończył swoją egzystencje. Jednak to była tylko cisza przed burzą, gdyż w 2013 roku Nekron powraca już ze swoim solowym albumem „Diadre”, który jest zarazem jego debiutem. Jak sam określa swój projekt: „Każdy z utworów na Diadre to można powiedzieć inny obraz”, a także wypowiedział się na temat paru innych ciekawych zagadnień.

Temple of Chaos: Wróćmy do historii. Twoje muzyczne początki sięgają zespołu Immanis, w którym stawiałeś swoje pierwsze kroki jako muzyk. Możesz rozwinąć bardziej ten temat?

Nekron: Tak, Immanis było moim pierwszym zespołem. Kapela powstała jakoś na początku 1994 roku. Jakiś rok wcześniej poznałem Nocti Vagusa. Podrzucił mi pierwsze taśmy oscylujące, w tych Black Metalowych klimatach. Były to oczywiście kultowe dziś pozycje Darkthrone – „A Blaze in the Northern Sky”, oraz „Under a Funeral Moon”. Mało kto słuchał wtedy takiej muzy, wszyscy metale raczej siedzieli w death lub thrash metalu, aż tu nagle totalne objawienie. Pierwsze co rzuciło mi sie w oczy to te niesamowite okładki zawierające zdjęcia muzyków w corpse paintach. Wszystko w czarno białych kolorach, odwrócone krzyże, zdjęcia na cmentarzach, w głębokich lasach. Siedziałem wtedy dość mocno w satanistycznych klimatach, więc zrobiło to na mnie  niesamowite wrażenie. Pomyślałem – kurwa to jest to ! Ci ludzie robią coś innego. Muzyka norwegów była niesamowicie surowa, konstrukcja utworów rozbita, pozbawiona schematu, inna od tego czego sie w tamtych czasach słuchało. Wokal brzmiał jak demoniczny bełkot rodem z jakiegoś egzorcyzmu. Pamiętam że gdy usłyszałem wrzask Nocturno Culto zbaraniałem. No i to brzmienie gitar. Do dziś owe Darkthrony to moje najbardziej ulubione płyty, do których zawsze wracam z sentymentem. Norweski Black Metal był doskonałą alternatywą do popularnego wówczas death metalu. Słuchaliśmy tej muzyki jedynie wieczorami lub nocą. Nierzadko przy zapalonych świecach. Było w tym coś magicznego, coś co trudno wyrazić słowami. Chcieliśmy być częścią tego wszystkiego. Tego podświata muzycznego, dostępnego dla nielicznych, zdominowanego przez prawdziwie antykatolickie klimaty. Gdy poznałem Forgottena, decyzja zapadła praktycznie od razu. Forgotten szukał basisty, wokalem miał zająć się Nocti. Początkowo nie przewidywaliśmy użycia klawiszy, które pojawiły się dopiero przy naszej drugiej produkcji. Praktycznie z marszu weszliśmy do studia znajdującego się w podziemiach jednej z kamienic starego miasta i zimą 94 zarejestrowaliśmy pierwsze demo Perditoris Tenebricus. Zawierało trzy utwory, nagrane na niskiej jakości sprzętach. Wszystko po to aby zachować ten chory, zimny klimat. Było to proste, surowe, wręcz ascetyczne. Do dzisiaj spotykam młodych ludzi, którzy znają to podziemne wydawnictwo. I nadal robi ono na nich pozytywne wrażenie. W 1996 roku ponownie weszliśmy do studia i tak świat ujrzała sześcioutworowa EP Aegri Somnia. Brzmienie uległo zmianie, lecz nadal było mroczne i typowe dla gatunku. Zostały dodane partie klawiszy. Z tej produkcji byłem naprawdę zadowolony. EP została wydana w formie kasety przez należącą do Forgottena Sirius Records. Ostatnią zarejestrowana przez nas sztuką był utwór „Masz mnie wampirze”, który ukazał się na składance „Czarne Zastępy – w hołdzie Kat”. Było to w roku 1997. Podesłaliśmy materiał do Pagan Records, a oni… spieprzyli nam mastering. Utwór nie brzmi źle, jednak pamiętam że oryginał nagrany w studiu był o wiele bardziej surowy. Specjalnie obcięliśmy w studiu basy, by brzmiał trupio. Patrząc z perspektywy czasu żałuję trochę że nie zareagowaliśmy odpowiednio na to iż ktoś za naszymi plecami bawił się stołem mikserskim.

N1
Właśnie. Tylko demo, Epka oraz utwór do kompilacji. Nie chcieliście nagrać pełnej płyty? Co było powodem rozwiązania zespołu?

Oczywiście że chcieliśmy nagrać pełnowymiarowy album. Z tego co pamiętam, powodem rozpadu grupy była niechęć Forgottena… Z uwagi na ogrom czasu jaki upłynął, trudno mi odpowiedzieć dziś na to pytanie. Jakoś to tak się po prostu posypało, dosłownie z dnia na dzień. Może nie przejawiał już chęci do grania w zespole ? Immanis był jego pomysłem, on zajmował się komponowaniem muzyki. Odpowiadał ze aranżację. Pamiętam, że Nocti i ja zdecydowanie obstawaliśmy przy typowym trupim brzmieniu, a Forgotten chciał je bardziej uszlachetnić. Tak czy inaczej, nasze drogi się rozeszły i to na naprawdę długie lata. Kontakt odzyskaliśmy po blisko 16 latach. Całkiem niedawno rozmawiałem z Forgottenem, który od wielu lat mieszka za granicami kraju. Rozmawialiśmy nawet dość luźno o reaktywacji grupy. Nocti również nie widzi problemu, więc może coś z tego wyjdzie. Może – bo jak na razie, każdy z nas mieszka w innej części Europy więc mamy kontakt jedynie telefoniczny, oraz poprzez sieć.

Zaczynaliście równocześnie z takimi zespołami jak Behemoth, Mastiphal… nie żałujesz tamtych decyzji o rozpadzie zespołu patrząc na obecną pozycję bandów, które się nie rozpadły i coś osiągnęły?

Czy żałuję ? Stało się to, co się stało. Nie rozpatruję tego w kategorii „żal”. Skończył się po prostu pewien etap, zaczął inny. Nie była to dla mnie żadna tragedia. W tamtych czasach gdy rozwiązalismy Immanis, a kazdy z nas poszedł w swoja stronę pojawiły sie u mnie inne priorytety. Z czasem przestałem mieć dosłownie czas na muzykę. Inne środowisko, inni ludzie. Jednak antychrześcijańskich przekonań wyzbyć się nie można.  Podobnie jak mrocznych fascynacji, które jak płomień tlą się na dnie duszy. Kto raz spojrzał w otchłań ten na zawsze będzie nosił w sobie mrok. W pochmurne, deszczowe dni nadal lubiłem iść do lasu, nałożyć na uszy słuchawki i włączyć kultowe numery Burzum. Zniknąłem ze sceny na ponad 15 lat. Żyłem innym życiem. Latem 2012 podjąłem decyzję, że nagram solowy materiał. Tekst do „Oblivion” powstał jednak już jakiś rok wcześniej.

15 lat poza sceną zatem co skłoniło Cię do powrotu? Tylko fascynacja mrokiem, jak wspomniałeś, czy jeszcze jakieś inne, bardziej przyziemne powody?

Co masz na myśli pytając o przyziemne powody ? Że tak odpowiem pytaniem na pytanie.

Zwykłą chęć wzięcia po tylu latach gitary do ręki chociażby.

Widzisz, ja uwielbiam tworzyć muzykę. Słucham tak wielu różnych jej gatunków, że Black Metal to niewielki ułamek tego co lubię. Nie zawężam moich produkcji  tylko i wyłącznie do Black Metalu. Tworzę również muzykę oscylująca w klimatach dark wave, oraz industrialnego metalu. Jednak właśnie Black Metal ma ten specyficzny i niepowtarzalny klimat, który powoduje iz dosłownie mam ciarki na plecach, oraz doskonale łączy się z moimi poglądami i przekonaniami. Uwielbiam stare kapele, te od których to wszystko się zaczęło. Ta muzyka od zawsze jednoczyła ludzi którzy znienawidzili znak krzyża. Brzmienie necrosoundu, rzężące gitary, subtelne klawisze, wokale które żywcem przypominają głosy demonów dobywające się, z gardła opętanej AnneLise Michel zarejestrowane podczas słynnego egzorcyzmu w Klingenbergu . To magnetyzuje. Dzięki tej muzyce wyrażam siebie. Doskonale podkreśla ona mój charakter, styl życia i to czym się karmię na co dzień.

CLIP0014_00051

Piszesz, że lubisz stare kapele, My zresztą także.  Co zatem sądzisz o obecnej scenie w Polsce?

Cóż, scena rozrosła się przez te wszystkie lata. Teoretycznie mamy podziemie, jednak powstało tak wiele grup, że połowy nie znam nawet z nazwy. Generalnie jestem otwarty na nowości. Budujący jest fakt iż młodzi ludzie znają i cenią klasykę, że tworzą coś własnego, świeżego. Jest kilka grup które wyróżniają się na tle innych. Krakowska Mgła, lub Deadly Frost (który w sumie już nie istnieje). Solowa twórczość Darena. Jednak gdy sięgam po słuchawki, zdecydowanie najczęściej wybieram klasykę z lat 90. Stare płyty Holy Death, Christ Agony czy Pandemonium. Ostatnio zakupiłem na bazarze archaicznego kaseciaka i odpaliłem otrzymanego przed laty od Baala „Svantevith – Storming nera the Baltic”.

Przejdźmy teraz do Twojego pierwszego samodzielnego projektu po kilkunastoletniej przerwie, a mianowicie „Diadre”. Mógłbyś wyjaśnić szerzej co oznacza tytuł?

„Diadre – Królowa Północnej Godziny”. Przed laty napisałem takie opowiadanie. Jego bohaterką była diabelska wiedźma, kapłanka nocy, służka ciemności. Mroczna, zepsuta, amoralna i piękna. Odurzona narkotykami, pławiła się w nieprzytomnej miłości fizycznej. Szepcząc swoje zaklęcia przyzywała piekielne moce, dzięki którym rosła w siłę, zdobywała bogactwo i wpływy.  U podstaw inspiracji leżała historia hrabiny de Montespan oraz uprawiany w XIX wiecznej Francji kult Diabła. Cóż… słynne „La Bas” także odcisnęło na tym swoje piętno. Ponadto tak się składa, że mieszkam niedaleko miejsca, w którym w średniowieczu faktycznie palono wiedźmy. Podczas tworzenia Diadre niejednokrotnie odwiedzałem to miejsce pogrążając się w refleksji.

Tworzysz projekt pod nazwą będącą jednocześnie Twoim pseudo. Dlaczego?

Nie widziałem powodu dla którego miałbym stworzyć jakąś odrębną nazwę dla mojej twórczości. Byłoby to zresztą nieco banalne nie sądzisz ? Nekron to przecież jednoosobowy projekt, nie zespół skupiający kilku muzyków, więc użycie własnego pseudonimu było czymś jak najbardziej naturalnym. Poza tym pseudo Nekron którego używam od 1993 roku pochodzi od nekromancji. Fascynacji śmiercią. Ma bardzo wymowne brzmienie. Pasuje do mojej osobowości, jak i do brzmienia wykonywanej przeze mnie muzyki.

Muzyka na „Diadre” jest melancholijna, pesymistyczna i w wolnych tempach. Chciałeś odejść od blastów i wszystkiego czym charakteryzuje się black metal?

Diadre miała być dołująca. Trupio brzmiąca. Mało pozytywna i przede wszystkim jak najbardziej mroczna. Nie chciałem przy tym powielać znanych wszystkim wzorców. Ważne jest by zrobić coś odmiennego. W Black Metalu zdecydowanie wole średnie i wolne tempa. Diaboliczną atmosferę. Najważniejszy jest dla mnie klimat. Powstała płyta prosta, zdezorganizowana stylistycznie i brzmieniowo niedoskonała … rzężące gitary, mroczne klawisze, jednostajne tempo drumów. Brak w niej wirtuozerii, brak technicznego grania. Tak miało być.
Nagrywanie wokalu było naprawdę wyczerpujące. Po zarejestrowaniu „Oblivion” i „Kill Yourself”, które poleciały na jednej sesji zasłabłem. To bardzo wyczerpujące wrzeszczeć z całych sił do mikrofonu. Słyszałem już różne opinie na jej temat. Jednak wszystkie były pozytywne. Nazywa się ją ambient black metal, atmospheric black metal czy nawet suicide black metal. Dla mnie to po prostu Black Metal. Nic dodać nic ująć.

Skąd czerpiesz inspirację i czy mógłbyś zinterpretować teksty znajdujące się na Diadre?

Przede wszystkim z moich zainteresowań, doświadczeń życiowych i fascynacji. Mojego umiłowania do wszystkiego co mroczne.  Tworząc sferę liryczną starałem się jednak unikać przekazu religijno – ideologicznego. Każdy z utworów na Diadre to można powiedzieć inny obraz. Zatem też i różne są inspiracje.
„The Witch” – jak sama nazwa wskazuje jest tekstem o wiedźmie. W pytaniu o nazwę płyty zawarłem chyba już odpowiedź na to pytanie. Początkowo utwór miał się nazywać tak samo jak album. Tekst kończy łaciński fragment znanej inwokacji do Diabła-Selosseta. „Oblivion” traktuje o upadku naszego świata. Upadku moralno-egzystencjalnym, który prawdę mówiąc cieszy oko. Doświadczamy życia w świecie w którym dewiacje i hedonizm grają pierwsze skrzypce. Sam jestem hedonistą, więc taki stan rzeczy jest mi jak najbardziej na rękę. Utwór rozpoczyna się od słów „The world looks today in the devil’s mirror”. Myślę że to dobre porównanie. To pierwszy utwór jaki powstał po tych wszystkich latach. W sumie inspiracją była moja własna życiowa historia. „Kill Yourself” – to utwór którego tekst nakłania do samobójstwa. Przeczytałem kiedyś „Bóg Bestia. Studium Samobójstwa” Alvareza i do głowy wpadł mi pomysł na taki właśnie tekst. Poza tym jestem przecież miłośnikiem dekadenckiej twórczości Charlesa Baudelaira.
W latach 90, w Polsce miało miejsce kilka głośnych samobójstw, których tłem był satanizm. Takie zdarzenia inspirują. Ktoś może powiedzieć że była to głupota, ja uważam ze to poważne potraktowanie znanej satanistycznej sentencji – „…wykreśl moje imię z księgi żyjących i zapisz je w Czarnej Księdze Śmierci…”. Tekst nie jest instrukcją do popełnienia samobójstwa. Jest mocny i kontrowersyjny, ale z drugiej strony nie chcę nikomu niczego narzucać.
„One Blood”  jest o nieśmiertelnych. Trochę fantastyczny. Nic dodać nic ująć. Hołd dla fascynacji pocałunkiem nieśmiertelności i dziećmi nocy. W swojej bibliotece od lat mam kilka klasycznych pozycji, które  naprawdę darzę sentymentem.

Określasz siebie Nycktophilem, czyli miłośnikiem nocy, ciemności. Cóż Cię pociąga w domenie Morfeusza?

Tak, określam siebie jako nyctophila. Po prostu uwielbiam noc. Jej piękno. Nie jest  tak że nienawidzę słońca i kryję się przed nim jak wampir, opuszczając mój dom jedynie pod osłona ciemności. Jednak zdecydowanie wolę opuszczać go wieczorami lub nocą. Wiesz, wyjść, spacerować po pustych ulicach. W kompletnej ciszy. Wtedy wszystko rysuje się w niesamowitym klimacie. Wszystko jest jakby lepsze. W nocy również zdecydowanie lepiej mi sie pracuje, lepiej skupia sie myśli, oraz pisze lub czyta. Kiedyś, przed laty uwielbiałem spedzać noce na cmentarzach. W sumie jeszcze nie tak dawno – podczas tworzenia Diadre – właśnie na cmentarzach, pośród mogił sycąc się tym specyficznym zapachem palonych świec mieszającym się z wonią śmierci, szukałem odpowiedniego nastroju. Może to brzmieć infantylnie, ale naprawdę lubię takie klimaty. Siedziałem tak na przykład na schodach starego mauzoleum, paliłem jointa  i wsłuchiwałem się w tą niesamowita ciszę jaka po zapadnięciu zmroku zalega na nekropoliach. Noc spędzona miedzy sarkofagami, w starym grobowcu to również ciekawe przeżycie. Cała muzyka do Diadre została skomponowana w nocy, jak także nocą została zarejestrowana. Wokale zgrywane były zazwyczaj około trzeciej nad ranem. Magiczna godzina „złego”.

nekron

Interesujesz się nekromancją stąd też Twoje pseudo, a czy również ją praktykujesz?

Tak, nekromancja to mój zdecydowany konik. Od zawsze pasjonowały mnie opowieści o duchach, oraz o kontaktowaniu się ze zmarłymi. Będąc dzieckiem przeczytałem „Życie po śmierci” Szumana i łyknąłem bakcyla. Miałem jakieś 10 lub 11 lat. Od lat kolekcjonuję takie pozycje, opowieści, jak i wszelkie publikacje dotyczące zarówno życia po śmierci, zapiski rozmów ze zmarłymi jak i agresywnych form manifestacji, które w skrajnych przypadkach mogą doprowadzić do opętania lub chorób psychicznych. Zbieram zdjęcia starych cmentarzy,  materializacji, jak i niesamowite fotografie post mortem. Jest w tym jednak coś urzekającego, mrocznego i tajemniczego, dla wielu wręcz odrażającego i strasznego. Po prostu – dla mnie to coś niesamowitego. Doskonale rozumiałem Deada,  który ogarnięty był obsesją śmierci. Ludzie przeżywający śmierć kliniczną zawsze chcą tam wrócić. Życie przestaje mieć dla nich jakąś większą wartość. Przy odpowiednich zdolnościach, można sprowadzić ich z powrotem. Z powodzeniem uzyskać kontakt. Sen somnambuliczny, wytworzenie eltoplazmy jak i materializacja to już jednak wyższa szkoła jazdy, dostępna jedynie dla niezwykle utalentowanych mediów. O wiele prostsza jest transkomunikacja gdzie w określonych godzinach rejestrować można głosy zmarłych na taśmie magnetofonowej, lub recorderze cyfrowym. Nierzadko odwiedzałem miejsca uznawane za nawiedzone.
Na kartach historii nekromancji jak i stworzonej w XIX wieku doktryny spirytyzmu zapisało się wiele wielkich nazwisk. Jak chociażby nasz rodak żyjacy na przełomie XIX i XX wieku słynny Teofil Modrzejewski, autor słynnej Księgi Duchów francuz Allan Kardec czy Daniel Home. Nie brakowało również wielkich oszustów, przez działanie których spirytyzm niejednokrotnie stawał się celem ataków sceptyków. Zmarli potrafią poszerzyć percepcję. W swoim życiu brałem udział w naprawdę dużej ilości seansów, następnie sam je organizowałem stopniowo rozwijając swoje własne zdolności. Największa aktywność przypadła na początek, oraz połowę lat  90, kiedy to stopniowo wtajemniczałem się w sztukę nekromancji. Miałem kilkuletnia przerwę, lecz całkiem niedawno nadarzyła się okazja do przeprowadzenia kolejnego eksperymentu. Zmarł mój przyjaciel. Człowiek oddany wierze w Starych Bogów. Chciałbym teraz usłyszeć co ma do powiedzenia. Potrzebuje do tego jednak kilku osób, a tutaj gdzie mieszkam obecnie – raczej trudno będzie mi je znaleźć. Ze względów bezpieczeństwa nigdy bowiem nie przeprowadzam seansów sam.

Nie obawiasz się konsekwencji z „drugiej” strony?

Cóż, niebezpieczeństwo zawsze istnieje. Zacytuję tutaj słowa znanego, nieżyjącego już polskiego parapsychologa Leszka Szumana – „duchy opętujące są najbliżej”. Trzeba mieć świadomość iż kontaktowanie się ze zmarłymi nie należy do czynności całkiem bezpiecznych, i należy się liczyć z bardzo przykrymi konsekwencjami które mogą dosięgnąć osoby przeprowadzające seans. Niebezpieczeństwo grozi zazwyczaj ze strony dusz tkwiących w „traumie śmierci’, nierzadko nieświadomych własnego położenia, zawieszonych w szarej strefie, błąkających się pomiędzy nami – żyjącymi. Chcą na siebie zwrócić uwagę, nierzadko bywają agresywne i nieobliczalne, lub też w skrajnych przypadkach zazdroszczą życia. Nigdy nie widziałem opętania na własne oczy. A miałem okazję przez miesiąc sypiać w łóżku na którym popełniono dwa samobójstwa. Lecz widziałem samorzutną materializację w postaci zjawy – podobnie matka mojego dziecka, która ma dar do widzenia zmarłych. Widziałem i czułem jak zmarli potrafią zaszkodzić żyjącym – chociażby poprzez natychmiastowe wysysanie energii życiowej co może doprowadzić do utraty przytomności lub zapaści i śpiączki. Sam przeżyłem raz taki atak i przyznam ze to nic przyjemnego. Najpierw poczułem się słabo, następnie zsunąłem sie z krzesła i nie mogłem oddychać. Doszedłem do siebie po dłuższej chwili, lecz skutki tego odczuwałem przez klika dni. Przez klika następnych miesięcy nie zbliżyłem się do krytptoskopu.
Oczywiście aby w miarę bezpiecznie przeprowadzić seans niezbędne są odpowiednia wiedza i należyte przygotowanie merytoryczne. Pierwsze eksperymenty zawsze powinno przeprowadzać się w towarzystwie kogoś doświadczonego. W końcu podczas seansu otwieramy przejście do tak zwanej macierzy, którą Modrzejewski nazywał „podszewką świata”. Próbujcie jeśli chcecie, lecz się przed tym zastanówcie.  To może napiętnować na całe życie.

Wróćmy do przyziemnych spraw. Zamierzasz w przyszłości kontynuować swoją muzyczną drogę również na scenie, czy Nekron pozostanie tylko studyjnym projektem?

Nie mam pojęcia czy Nekron kiedykolwiek pojawi się na scenie … live. Przyznam że nad tym myślę, gdyż w dobie obecnych technologii, nawet gdy muzykę tworzy się i nagrywa samemu jest to przecież jak najbardziej możliwe. Do tego odpowiednia oprawa światło/obraz i można przygotować niesamowite necroshow. Jeśli będę miał odpowiednie możliwości – kto wie ?

Nagrywałeś u siebie w prywatnym studio. Lubisz mieć kontrolę nad całością?

Tak. Sam komponuję, sam wykonuję, nagrywam partie wokalu. Aranżuję, pisze teksty, nawet zajmuje się designem. Dzięki temu czuję że to w 100% moje dzieło. W studiu nikt nie mówi mi – „… ciszej, głośniej. Ja bym to zmienił. Ten tekst trzeba poprawić” etc. Jestem kreatorem własnych wizji – albo mój dźwięk się komuś spodoba albo i nie. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Robiąc materiał w studiu – zawsze jest jakiś inżynier dźwięku który może pomóc, chociażby w tak prozaicznej sytuacji jak ustawianie parametrów brzmienia, jednak ja wolę polegać tylko na sobie. Zdarzyły się już jednak sytuacje że podsyłałem materiał do moich najbliższych znajomych,  zwłaszcza do brata i siostry z pytaniem: ” jak to słyszysz ? Dobrze brzmi ? Wokal ok ? ” Całe szczęście, że również siedzą w takich klimatach. Ale podobnie pracuje przecież wiele osób tworzących Black Metal. I nader często jest to niesamowita muzyka, pełna osobistych emocji, .

Planujesz kolejny album po Diadre? Jeżeli tak to czy będzie on się opierał na tej samej stylistce czy możemy spodziewać się jakiś wzmianek? Możesz uchylić rąbka tajemnicy?

Pracuję nad nowym materiałem. Praktycznie mam już gotowe dwa utwory. Są zgrane, czekają tylko na końcowy miks i dogranie wokalu. Będzie mroczniej i bardziej surowo. O wiele bardziej. Jak zwykle największy nacisk kładę na klimat, ciężkie brzmienia klawiszy, rzężące gitary i tym razem – dudniącą ciężkimi basami perkusję. Moja muzyka w założeniu nie jest skomplikowana. Ale o to chodziło, gdyż diabeł tkwi w szczegółach. –  Stylistyka zmieni się zatem tylko w brzmieniu. Utwory nadal będą w wolnych tempach jak na Diadre. Nie pojawi się natomiast ambient. Zamiast tego będzie nagranie utrzymane, w  konwencji dark wave. Eksperymentuję. Po prostu lubię elektronikę, która śmiało może zastąpić gitary, tworząc równie mroczny klimat. Pracuję także nad zupełnie innym projektem, a mianowicie industrialnym Black Metalem. Kilka osób w Polsce słyszało już pierwszy numer „EOS”, który został przyjęty bardzo dobrze. Będzie mechanicznie, ciężko i piekielnie. Żeby nie robić paranoi z nazwami własnymi – ten projekt również zostanie przedstawiony pod szyldem Nekron.

Bardzo podoba nam się okładka płyty, która nadaje jej swojego rodzaju charakteru. Jesteś jednocześnie jej pomysłodawcą i wykonawcą?

Nie do końca. Ową grafikę, w nieco innej postaci otrzymałem kiedyś dawno od mojej duchowej siostry Very, z która współtworzę projekt sieciowy pod nazwą Dark Erotica. Przerobiłem ją, wzbogaciłem i tak powstała okładka do Diadre. Wiedźma wyłaniająca się z oparów mgły… jak zjawa nie z tego świata materializująca się podczas seansu.

Do jednego z utoworów, a mianowicie do „Oblivion” powstał klip, w którym widać Cię pojawiającego się na tle lasu. Chciałeś dzięki temu uzyskać specyficzny klimat?  Jesteś zwolennikiem natury ?

Oczywiście, że tak. Zwolennikiem stuprocentowym. Przebywanie na łonie natury to zdecydowanie mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Dzikie, leśne ostępy są niepowtarzalne, mroczne i majestatyczne. Nierozerwalnie związane z Black Metalem. Klip do „Oblivion”jest niesamowicie surowy, w czarno białej konwencji, zasnuty ciężkimi burzowymi chmurami, jaśniejący śniegiem zalegającym miedzy wysokimi drzewami. Początkowo miał powstać w wysokich partiach  Tatr, lub w moich ulubionych Pieninach. Zdecydowałem się jednak nakręcić go w miejscu, które przed tysiącem lat było święte dla ludów pogańskich. Pasjonuję się bowiem też historią ziem Polski przedchrześcijańskiej, gdy ludzie nierozerwalnie związani byli z otaczającą ich przyrodą, i odnosili się do niej  z należytym szacunkiem.

Ostanie słowo dla czytelników należy do Ciebie.

Dziękuję za poświęcony czas. Zapraszam do zapoznania się z moim nowym materiałem „Diadre” wydanym przez Szron Productions. Keep Dark. Stay Underground !!!

Dziękujemy za wywiad, życzymy powodzenia oraz oczekujemy kolejnych wieści odnośnie Twoich dalszych projektów.

 

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.