Terrordome / Dekapited – Bestial Castigation – Recenzja

Przede mną świeży Split rodzimego Terrordome i chilijskiego Dekapited.
Wydawnictwo ów powstało we współpracy z Thrashing Madness Productions i trzeba przyznać że to kolejny cios dla ziomków za granicą, którzy myślą że w naszym kraju wciąż na scenie mało się dzieje. Trzeba przyznać że jest to dobry dowód że mamy okazję pochwalić się zespołami , które spokojnie mogą stanąć na jednej scenie z Zachodem i dumnie pokazać to, co na scenie się dzieje.  Terrordome nie raczkuje i ma za sobą bagaż doświadczeń w muzycznych bataliach, co od razu rzuca się w ucho od pierwszych dźwięków płyty. Nie chcę pisać o rzeczowej oryginalności w ich wydaniu, bo w drugiej fali
thrash naprawdę jest bardzo ciężko odnaleźć element, który chociaż w małej części nie wskazywałby na tytanów gatunku, lecz mamy do czynienia z po prostu rajcującym slayerowym łomotem. Trudno jest pozbyć się z gatunku tak mocnego wpływu, ale Terrordome wcale tego nie robi, mam nawet wrażenie że są z tego dumni. Jest szybciej, jest głośno i bez popisów wirtuozerskich – jak dla mnie najmocniejsza strona ich muzyki, co stawiałem zawsze jako kwintesencję gatunku. Pięć utworów, przemyka niczym huragan Catherina. Warto dodać że chłopaki pracowali nad brzmieniem, którego szlif słychać i może zapowiadać kształt kolejnych wydawnictw. Jest oczywiście kilka mankamentów technicznych, można było podciągnąć to i owo, dopracować parę elementów, ale liczy się że prawdziwy czad pozostał bez przeprodukowania.

Dekapited istnieje od 2006 roku i szczerze mówiąc oprócz kilku demówek i epki, to jego pierwsze znaczące wydawnictwo. Mając za sobą już kilka muzycznych lat wypracowali bardzo dobry techniczny warsztat, osadzony mocno w latach 80 gatunku. W przeciwieństwie do Terrordome, zespół podchodzi ostrożniej do muzyki i skupia się na walorach technicznych i precyzji wykonawczej. Jest dużo wolniej od poprzedników, są zmiany tempa, gitarowe popisy i chórki. Brakuje mi trochę tego pazura, który na początku albumu zaszczepił Terrordome, lecz Dekapited z konfrontacji wychodzi z twarzą rzucając na szalę dobry warsztat muzyczny. Zespół śpiewa w rodzimym języku i całkowicie to nie przeszkadza w odbiorze, wręcz dodaje więcej egzotyki i agresji, niż zgoła oklepany angielski. Jak na mój gust jest słabiej z brzmieniem, ale spójnie i równo, instrumenty nie wchodzą na siebie i jest to nagranie łatwe w odbiorze. Cztery utwory ( w tym jedno intro ) to naprawdę dobra dawka muzyki, jestem pewien ich kolejnych wydawnictw, które już teraz zapowiadają się dobrze.
Tak jak wspominałem wcześniej, w thrashu już nie będzie rewolucji, ale zawsze możemy posłuchać dobrych zespołów które w przeciwieństwie do skapcaniałych tytanów, ciągle mają coś świeżego do powiedzenia.

Dementia

Tracklista:
Terrordome:
01 Brutal Punishment
02 The Final Regret
03 Artur The Catamite
04 Cross Over Cracow
05 Friends From The Gym

Dekapited:
01 Devastacion (Intro)
02 Contra Inglesia Y Estado
03 Tortura Mental
04 Pesadilla Fatal

Możliwość komentowania jest wyłączona.